“Nie płakałem po Wejchercie”
Parę dni temu zmarł pan Wejchert. Szczerze mówiąc, poza tym że piąte przez dziesiąte słyszałem o nim w kwestii TVN-u i Legii, to nie mam pojęcia, kim był. Ot, jedna z osób, o których człowiek dowiaduje się dopiero wtedy, gdy umrze. Nie był kimś ogólnie znanym. Biznesmen jakich wielu, choć może z większą kasą i wpływami, o których społeczeństwo niewiele wie. Tymczasem rozpoczęła się kampania pod hasłem “Chwała Wejchertowi, za wszystko co uczynił”. Najbardziej celują w tym media, w których parę lat temu pisywali czy wypowiadali się ludzie, że koszulka “Nie płakałem po papieżu” to element wolności słowa, demokracji i tym podobne. Teraz ktokolwiek powie cokolwiek złego o Wejchercie ten ostatni cham, świnia, baran i jełop. A do tego człowiek niewychowany, kibol i chuligan z małej miejscowości i jeszcze katolik, który bije żonę.
Kibice Legii, skonfliktowani z Wejchertem i Walterem w niewybrednych słowach skomentowali śmierć pierwszego i swój stosunek do drugiego. Po chamsku i to nie ulega wątpliwości. Ale wystarczy przeczytać, co o kibicach Legii (cokolwiek by nie zrobili, winni czy niewinni) piszą i pisały media podległe obu panom. Koleś, który nigdy nawet nie pomyślał, że kogoś może uderzyć nagle staje się chuliganem i kibolem. Przykład: “700 chuliganów zatrzymanych przez 100 policjantów przy okazji meczu Polonia - Legia”. Każdy normalny człowiek zdaje sobie sprawę, że gdyby to było “700 chuliganów”, to “100 policjantów” mogłoby tylko wzywać kolegów. Ale wrzucono wszystkich do jednego wora. Ten język został skądś narzucony i w określonym celu. “Wyczyszczenia” Łazienkowskiej na rzecz oddania jej ludziom chodzącym na mecze jak do kina. Wykpienie śmierci człowieka i życzenie tego samego innej osobie nie pojawiło się znikąd. Powracająca fala. Bolesna, ale będąca wynikiem wojny wydanej przez władze nowej Legii starym kibicom Legii. I podjęta przez tych ostatnich.
W ten nurt wpisało się także weszlo.com. Portal niezależny, w którym piszą niezależnie myślący ludzie. Ale nie wychodzący poza wielkie miasta i wielkie futbolowe firmy. Otóż panowie, piszecie że jeździliście na wyjazdy. Napisaliście o swoim stylu kibicowania, pod którym podpisuję się obiema rękami. Ze mną jest dokładnie tak samo. Na wyjazdy bardzo chętnie, ale z dala od zadym, byle w całości wrócić do domu. Rozwaga czy tchórzostwo, jak zwał tak zwał. Ten element opisaliście pomysłowo. Ale potem zaczęła się rąbanka typu Gazeta Wyborcza. Rozumiem, że należało uczcić śmierć człowieka. Ale wy wylaliście dziecko z kąpielą. Zakładacie, że wszystkie kluby w tym kraju są jak Legia i nigdy nie upadną. Otóż ja jestem kibicem klubu, który miał swoje piękne lata, na którego meczach były pięciocyfrowe frekwencje, mimo że w ekstraklasie zaliczył jedynie epizod, a w drugiej lidze (trzymajmy się poziomów) nie grał nawet dziesięć sezonów. Jednak wytworzył pewne środowisko, które jest w Polsce traktowane poważnie. Nikt nie powie, że przyjeżdża wiocha, albo że do wiochy się jedzie, że będzie grała orkiestra i czuć będzie smród spalonej kiełbasy. Do czego zmierzam? Prawda jest taka, że ludzie, których wylewacie z kąpielą nazywając tak, jak nazwaliście, zostaną z klubem w trudnych chwilach. Te same twarze widać na meczach, gdy nie ma wyników, kasy, dobrych przeciwników. Pozostaje garstka, kilkaset osób. Reszta, tzw. kibice sukcesu, którzy wyparowują ze stadionów po dwóch porażkach (nie mówiąc o spadku z ligi), a których wy wolicie widzieć na meczach Legii, ma to po prostu gdzieś. Pamiętajcie o tym, że futbolowa Polska to nie tylko Lech, Wisła i Legia. Nie wylewajcie dzieciaka z kąpielą.
Moje zdanie. Kibice Legii, zamiast skandować “jeszcze jeden” przy okazji minuty ciszy powinni wziąć dobry przykład z mediów ich wyzywających i załatwić sobie koszulki “Nie płakałem po Wejchercie”. Zobaczymy, jak zareagują tzw. autorytety dziennikarskie. Chyba, że pan Wejchert jest człowiekiem, którego cześć winna być dla Polaków ważniejsza, niż cześć zmarłego w 2005 roku papieża.
Komentarze (20)
